Nawet w czasach PRL bardzo dużym szacunkiem cieszyło się wojsko, tym bardziej straż pożarna czy zawód nauczyciela. A przodowało… państwowe (bo prywatnych nie było) radio, choć przecież truło nas partyjną propagandą na równi z prasą i telewizją.
W demokratycznej Polsce bardzo duży szacunek zyskał urząd prezydenta. Regułą jest, że na czele rankingu zaufania niezmiennie stoi właśnie aktualny prezydent. Nawet wtedy, gdy w czasie wyborów był gwałtownie zwalczany przez ogromną część wyborców. Szczególnie jaskrawym przykładem jest Aleksander Kwaśniewski. Na początku pierwszej kadencji najbardziej zaciekli przeciwnicy prezydenta nawoływali do jego bojkotu (łącznie z ogłaszaniem, że w danym mieście lub nawet całym regionie prezydent jest uważany za persona non grata), a skończyło się to 80-procentowym zaufaniem.
Wiedza o tym to abecadło polityczne. Dlatego mądra strategia partii, które przegrały w wyborach prezydenckich, powinna polegać na wyciszeniu krytyki wobec zwycięskiego kandydata i podkreślania ponadpartyjnej roli Prezydenta RP. Żeby pozytywny odbiór społeczny urzędu prezydenta nie stał w sprzeczności z wizerunkiem opozycyjnej partii.
Po zwycięstwie kandydata Platformy Obywatelskiej Bronisława Komorowskiego – przegrane Prawo i Sprawiedliwość wybrało strategię odwrotną: zmasowany atak, podkreślanie rzekomej niesamodzielności prezydenta i szydzenie z każdej niezręczności. Te wszystkie działania – choć głupie – mieszczą się w regułach uprawiania polityki. Ale politycy PiS poszli znacznie dalej, łamiąc wszelkie granice, łącznie z granicą dobrego smaku. Od kwestionowania prawomocności wyborów, przez niepodawanie ręki i mówienie o urzędującym prezydencie per „pan Komorowski”, aż do prostackich żartów z nazwiska („Komoruski”), co jednocześnie jest potworną insynuacją, że prezydent jest na usługach Rosji.
I jakie są efekty tej strategii? Z ogłoszonych właśnie wyników sondaży wynika, że zaufanie dla prezydenta Komorowskiego deklaruje ponad połowa sympatyków PiS i że jest to tendencja rosnąca. Bardzo mnie ciekawi, czy te wyniki skłonią liderów PiS do zmiany sposobu mówienia o prezydencie.
A może chwalenie prezydenta przez Adama Hofmana, Mariusza Błaszczaka, nie mówiąc już od samym Prezesie – byłoby bardziej skuteczne niż wylewanie na niego kubłów pomyj?
Polacy - wbrew obiegowym opiniom - wykazują duże zaufanie do większości instytucji państwowych, zwłaszcza tych, które przeciętnemu człowiekowi kojarzą się bardziej jako działające na rzecz dobra powszechnego, niż konkretnej opcji politycznej.














