Co najważniejsze: winne są tu obie strony. Owszem, Kościół z racji swej natury nie powinien mieszać się do polityki, wpływać na obsadę stanowisk publicznych, próbować narzucać mało parlamentarnymi metodami korzystnych wyłącznie dla siebie rozwiązań ustawodawczych ani też być pazerny na nieruchomości i kasę. Tyle że barierą dla takich zapędów powinno być państwo i jego organy. Chociażby dlatego, że taką rolę wyznacza mu sama Konstytucja.
Tymczasem okazuje się, że kolejne parlamenty i ekipy rządzące prześcigają się w świadczeniu Kościołowi rozmaitych uprzejmości – czasem na pograniczu łamania prawa, czasem, jak to zapewne było w przypadku Komisji majątkowej, z jego naruszeniem.
Znamienne, że skwapliwość ta nie zależy od orientacji politycznej. Przeciwnie, czasami to gabinety tworzone przez partie o rodowodach sięgających czasów PRL są bardziej papieskie od papieża.
Podobne tendencje widać też – choć to już mniej dziwi – w samorządach.
Co jednak najgorsze, występują również wśród urzędników, policjantów, prokuratorów. A wreszcie sędziów – i to nawet orzekających na poziomie Sądu Najwyższego czy Trybunału Konstytucyjnego.
Okazuje się, że jedynymi sprawiedliwymi, którzy wskazują na takie zagrożenia są media. Bo przecież całkiem inny cel mają protesty polityków, którzy ostatnio dopiero – jak Janusz Palikot i jego drużyna – postawili na antyklerykalnego konia, kalkulując, że dowiezie ich on na publiczne szczyty.
Stawiając odważnie ten problem dziennikarze (oraz, co nie mniej ważne, redaktorzy naczelni i wydawcy) dowiedli, że nie do końca upadła idea IV władzy. Owszem, materiały na temat patologii w relacjach państwa i Kościoła w Polsce grzeszą czasem nadmierną emocjonalnością czy kiksami faktograficznymi (zwłaszcza w opisie niuansów tyczących struktury czy natury Kościoła). Zwykle jednak prowadzą do kluczowego wniosku: że obowiązujące dotąd podejście szkodzi obu stronom. Bo państwo się zwyczajnie kompromituje. Kościół zaś – traci autorytet. Także w oczach wiernych.
…Majątkowej ds. roszczeń Kościoła katolickiego pokazuje, na jak patologicznych zasadach ułożone są stosunki państwa z Kościołem w Polsce.














