zamknij         x
Serwis www.polskamasens.pl używa plików cookies zgodnie z opisaną polityką prywatności. Brak zmiany ustawień przeglądarki oznacza zgodę na użycie plików cookies.
środa, 28 maja 2014

Pismak, seks i trupy wkoło

Wydawałoby się, że nic bardziej irytującego niż dziennikarz - bohater kryminału. Nad Wisłą wyglądało to zwykle przaśnie i niewiarygodnie. Piotrowi Głuchowskiemu udaje się uciec od tych pułapek z racji ogromnego talentu literackiego. A że z każdą powieścią jest coraz lepiej, więc nie powinieneś zaczynać „Trzeciego zamachu” jeśli jutro rano masz iść do jakiejś cholernie pilnej roboty.
Piotr Głuchowski

Agencja Gazeta

Piotr Głuchowski

Dawno, dawno temu, w mrokach PRL takim plastikowym bohaterem był niejaki redaktor Maj (w tej roli Leszek Teleszyński) w serialu „Życie na gorąco”. Typ ów był fryzjersko przystojny i propagandowo poprawny. W wolnej Polsce nie jest może już tak propagandowo, ale… Taki serial „Czwarta władza”, najnowsze powieści znanego dziennikarza śledczego Tomasza Sekielskiego czy prawicowego Witolda Gadowskiego („Wieża komunistów”), w których bohaterzy-dziennikarze zręcznie tropią przekręty postkomuchów, gangsterów i władzy, rażą płytkością fabuły, psychologicznymi uproszczeniami i grubaśną kreską narracji.
Jedną z przyczyn niepowodzeń jest i to, że dzieła opowiadające o wielkości mediów tworzą sami ludzie mediów, jak gdyby chcieli sobie pohuśtać ego i uleczyć kompleksy.
Głuchowskiego pożeraczom mediów przedstawiać nie trzeba – jego reportaże w Wyborczej to prasowa czołówka kraju. Od początku dręczyło mnie: czy reporterskie oko wystarczy?
Wystarczyło z naddatkiem. Każdą z jego książek czyta się jak powieść przez duże „P”. Kolejno są to: „Umarli tańczą” (2013), „Lód nad głową” (2014) i najnowsza, „Trzeci zamach”. Już temat każdej z nich zwykle jest bardzo oryginalny i dobrze narysowany. W pierwszej będzie to psychopatyczny morderca, były żołnierz armii sowieckiej. W drugiej – zamach terrorystyczny rzekomych prawicowych ekstremistów na wierchuszkę polityków. W trzeciej – nieudany zamach na Jana Pawła II.

Bohater
Więc najpierw jest potężny, stukilowy facet. Robert Pruski. Pismak z prowincjonalnej gazetki. Wiek średni, życie kiepsko ustabilizowane. Ta doskonale skonstruowana postać to główny silnik napędzający te książki.
Nie mamy do czynienia z jakimś mistrzem kung-fu, jakimś mega-błyskotliwym kolesiem, jakimś orłem wielkich mediów. To jednocześnie klasyczny reporter kochający Polskę nawet nie „B”, ale „Z”, „Ź” i „Ż”. Doskonale znający życie pismaka przeciętnego, wiecznie bez kasy, z wódą, z pieprzącym się życie osobistym, fajkami, dziwacznymi koktajlami i zagubionymi kobietami. „Kurwa mać, czy ja się nie mogę normalnie zabawić, tylko zawsze na poczuciu winy?”
Bohater jest seksistą „A także nikotynistą, alkoholikiem i pracoholikiem. Mam lęk wysokości, lęk o przyszłość i liczne lęki bez powodu. Narkomanem nie zostałem tylko ze strachu przed wkłuwaniem sobie w żyłę, ale lekarstwami nie pogardzę”.
I do tego niezmienna wiara w misję swego zawodu: „Napiszemy prawdę, choćby gówna z nieba leciały”.
Można wręcz powiedzieć, że główne napięcie wyrasta z bohatera, a nie z akcji. Zagadką jest bowiem nie to, czy morderca jest tuż-tuż, ale czy bohater w końcu się napije. Albo – czy wreszcie pójdzie do łóżka z seksowną córką majętnego prawnika.
To właśnie z postaci głównego bohatera wyrastają kolejne znakomite elementy układanki.
Wielkim atutem są społeczno-obyczajowe spostrzeżenia. „Komisariaty, szpitale, dworce – wszystkie te instytucje są najmilsze – o ile w ogóle mogą być mile – są w środku nocy”.
Błyskotliwy dowcip – gdzie można. „Pięć godzin i cztery papierosy później” i „Klasyka literatury światowej wydawana w czasach PRL wygląda jakby drukowano ją na papierze toaletowym – może dlatego go brakowało?”.
Jest i dowcipny dystans do mediów. Są żarciki z Gazeta.pl, która wstawia rzekomy seks-skandal na trzecie miejsce wśród informacji politycznych. Jest drwina z tabloidów. „Pani minister edukacji miała sobie zrekonstruować błonę dziewiczą u chirurga w Tunezji. Informacja okazała się nieścisła. Nie w Tunezji, tylko w Chorwacji, nie zrekonstruowała tylko zgubiła i nie błonę, lecz paszport”.
Są znakomite dialogi i towarzyszące im celne opisy relacji męsko-damskich. „Chcę o tym posłuchać. Proszę. - Już nie muszę mówić o facetach? To rzeczywiście postęp”.
A niejako ubocznym efektem warsztatu dziennikarza na co dzień pracującego piórem jest czytelność narracji.
Czy to rządzi pisaniem Głuchowskiego? Niby tak. Jest to, co ma być w wielkiej powieści sensacyjnej – zbrodnia przekraczająca granice, wielka i groźna dla zwykłych zjadaczy chleba; wyrastająca z mrocznej, nieodległej historii. Ba jest i to, co tygrysy lubią: seks, bryki i wódka. Ale to, co tak naprawdę zaskakuje w tych powieściach, to atmosfera spieprzonego życia w szarej Polsce.

Są i słabości
Najpierw: naiwna ułuda potęgi czwartej władzy. Jasne, w powieści sensacyjnej zawieszamy logikę i nie dziwimy się, że główny bohater idzie na spotkanie z mordercą nie zawiadomiwszy policji. Jednak przebijająca ze stron powieści Głuchowskiego wiara w sprawczą moc słowa drukowanego jest dziś jednak passé. A już na pewno za mocna.
Czasami zdarzają się dziwne błędy w detalach – w komórkach nie ma rozpoznawania trasy, a wysłany email można całkowicie zniszczyć, nawet jeśli się nie jest właścicielem Google’a. Żaden z głównych bohaterów nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego komórka jest namierzalna
Ale najbardziej męczy wiara w przeszłe historie, które dziś miałyby zaszkodzić i wszechogarniający spisek. To naiwne przekonanie o istnieniu ważnych teczek z przeszłości i światowego spisku kierowanego po roku 1989 z Moskwy zmusza do pytania, czy aby autor nie jest ze sławnego rodu Staniszkis. W Polsce jednego premiera oskarżono o bycie agentem Moskwy, prezydenta z lewicy – o donosicielstwo, prezydenta z Solidarności – o udział w spisku, na wszystko miały być żelazne kwity i cały kraj tym ziewał.
W dodatku – tam, gdzie trzeba przeszłość wyjaśnić, wchodzą w grę długie opowieści rozbijające narrację. Kiedy chcesz drogi czytelniku, pędzić za bohaterem od kobiety do kobiety i od baru do baru, naraz musisz wyczytać szczegółową opowieść o Holocauście na zachodniej Białorusi.

*
Kocham Polskę autora. Cholernie trzymam z jego bohaterem. Wciąga mnie spisek, który opisuje. Ale chyba wolałbym jego książkę opisującą Polskę współczesną. Chyba. Bo raz jeszcze podkreślam: to się po prostu ŚWIETNIE czyta.
Dlatego nie siadajcie do „Trzeciego zamachu”, jeśli macie na pierwszą zmianę.
Witold Bereś
Wydawca:
Fundacja Świat Ma Sens
Współpracujemy:
Kulturatka   Kultura - Telewizja Polska SA   Towarzysto Kulturalne Fuga   Śląsk Cieszyński ma sens   Virtual Shtetl   Instytut obywatelski   Radio Roxy   Wielka Litera   Kino Świat
Patronujemy:
Międzynarodowy Festiwal Kryminału   Facciano Jogging   Polska Zadaje Szyku!
Created by Agencja Reklamowa Yoho