Trzy lata temu, mając czterdzieści lat, nieoczekiwanie zaliczyłem sportowy debiut. Na dodatek przebiegłem wtedy 21,095 km. Wczoraj ukończyłem dwudzieste piąte zawody (a były wśród nich już 4 pełne maratony). Była świetna atmosfera, emocje. Usłyszałem też ryk... słonia.

fot. Marzena Fick
Zaczęło się od tego, że biegałem dla siebie: dla lepszego samopoczucia i zdrowia. Ale gdzieś po roku spotkałem kolegę, który miał za sobą... maraton! Zasugerował, bym też wystartował w zawodach biegowych. Odpowiedź była prosta: nie! Znajomy nie odpuszczał… ja się upierałem. Bo przecież biegam dla siebie, a nie po to, żeby startować w zawodach. Na dodatek nigdy wcześniej nie brałem udziału w żadnej sportowej rywalizacji, nie licząc szkolnych sprawdzianów na WF-ie :)
Jednak przez następne tygodnie miałem zamęt w głowie. Ciekawość związnych z zawodami emocji nie dawała mi spokoju. Za kilka dni miał odbyć się półmaraton w Katowicach, a więc okazja, by spróbować – a na dodatek przebiec 21 km, dystans wtedy dla mnie nieosiągalny!
W deszczową niedzielę 21 września 2008 roku z sercem w gardle, ale gotowy na wszystko, pojawiłem się przy katowickim Spodku.
W wieku czterdziestu lat pierwszy raz w życiu znalazłem się na liście startowej! Gdy odbierałem numer startowy, cieszyłem się jak dziecko, które dostaje upragnioną zabawkę! Z minuty na minutę napięcie rosło, a ja czułem, że dzieje się coś ważnego w moim życiu!
I choć rano w dniu zawodów pojawił się lęk i pytania, czy dobiegnę, to ciekawość zwyciężyła!
Gdy stałem obok tłumu rozgrzewających się zawodników zobaczyłem coś wyjątkowego: wielką wspólnotę ludzi pozytywnie zakręconych! Uśmiechy, przyjacielskie powitania, radość w oczach – to pozostało w mojej pamięci do dziś. Poczułem emocje, o których nie miałem do tej pory pojęcia! Zapomniałem o porannych rozterkach. Wiedziałem już, że dam radę! Wiedziałem już, że pojawienie się na zawodach miało SENS!
*
Do dziś przeżywam bardzo emocjonalnie każdy start, choć było ich już.....! Właśnie, ile? Od razu sprawdzę, bo na maratonypolskie.pl mam profil, a w nim zakładkę „starty”, która działa jak najlepszy notatnik – polecam wszystkim biegaczom. Tylko się zaloguję i już wiem, że było ich 24, w tym cztery maratony!
Dlaczego pomimo tylu startów nadal z przyjemnością jeżdżę na zawody?
Już odpowiadam! Oprócz własnych ambicji pobicia kolejnej „życiówki” oraz udowodnienia sobie, że można biec szybciej niż na treningu (uwierzcie: na zawodach można podkręcić tempo i to bardzo), głównym powodem jest panująca tam atmosfera. Niepowtarzalna, którą tworzą niesamowici, choć w większości anonimowi ludzie – zawodnicy i kibice! Wielka sportowa rodzina, na którą zawsze można liczyć, gdy zdarzy się coś nieplanowanego! Gdy pojawią się chwile zwątpienia i słabości, kiedy brakuje sił żeby postawić kolejny krok! Widziałem, jak zawodnicy zatrzymują się rezygnując z własnych celów, tylko po to, żeby dodać otuchy innym i zmotywować ich do dalszej walki. Czasami wystarczy kilka słów, mały gest, wyciągnięta dłoń, a bieg nabiera innej wartości i wymiaru! Serdeczność, która panuje dookoła spycha na drugi plan sportową rywalizację.
Odrębnym tematem jest tłum dopingujący na trasie i wiwatujący na mecie!
Gdy widzę bijących brawo ludzi, to czuję, że nie biegłem tylko dla siebie! Związane z tym emocje sprawiają, że wszyscy stajemy się wyjątkowi, wszyscy stajemy się zwycięzcami.
Dlatego zachęcam do udziału w zawodach wszystkich biegających oraz tych, którzy mają ochotę zacząć przygodę z joggingiem. Przez cały rok w każdym zakątku naszego kraju odbywają się amatorskie zawody biegowe. Spróbujcie! Jestem pewien, że będziecie się dobrze bawić!
Na końcu z wielkim szacunkiem chciałbym wspomnieć o niepełnosprawnych zawodnikach! Ci niesamowici ludzie walczą jak równy z równym – bez taryfy ulgowej! Dzięki uporowi i samozaparciu dorównują kroku zdrowym zawodnikom!
Należą się im największe słowa uznania, bo dokonują rzeczy niemożliwych! Gdy mijają mnie na trasie z wielką przyjemnością biję im brawo! Czasami robię to resztkami sił, ale zawsze z podziwem, że dają radę, nie odpuszczają! Ta wyjątkowa grupa biegaczy uświadamia mnie jeszcze bardziej, że udział w zawodach ma SENS!
*
Jest niedziela 2 października, jestem już po zawodach – znowu szczęśliwy, bo miałem kolejny wspaniały dzień. Spędziłem go aktywnie wśród 1200 biegaczy, którzy pojawili się na linii startu oraz z przyjaciółmi z Klubu Facciamo Jogging. Zawody odbywały się w Wojewódzkim Parku Kultury i Wypoczynku na granicy Chorzowa i Katowic. Zawodnicy lubią to miejsce, bo biegnie się parkowymi alejkami wśród zieleni oraz odgłosów zwierząt z pobliskiego zoo. Dziś słyszałem słonia.
PS.
Na zdjęciu biegacze oraz kibice (w koszulkach
POLSKA MA SENS) z Klubu Facciamo Jogging.