Francuzi nazywają ją "czarnym głosem w białym kostiumie", Niemcy twierdzą, że jej wokal "dźwięczy w uszach jeszcze wiele godzin po koncercie", w Wielkiej Brytanii publikują obszerne wywiady z nią, w Stanach są pod wrażeniem jej "bestialskiej prawdziwości", a w Polsce... nie grają w radiu jej piosenek.
fot. Irek Graff
Trudno to zrozumieć, szczególnie, że Magda Piskorczyk czterokrotnie została tu wybrana wokalistką roku przez czytelników pisma „Twój Blues”.
Pytana o największe muzyczne marzenie, mówi: - Grać jak najdłużej z ludźmi, których cenię, z którymi szanujemy się i lubimy wzajemnie. Tak jak dotychczas. Robić to zawsze z pasją i oddaniem. I móc opowiadać muzyką historię swoją i innych ludzi. Innymi słowy: chciałabym, by moja muzyka nigdy nie zahaczała o pustkę.
Śpiewa niskim, "czarnym" głosem. Poza tym gra na gitarze akustycznej, elektrycznej i basowej, a także na instrumentach perkusyjnych. Aranżuje i komponuje, regularnie koncertuje ze swym zespołem.
Serge Warin, z francuskiego radia Canal Bleu, mówi: „Nasi słuchacze pokochali ją całkowicie”. W jednym z ostatnich numerów brytyjskiego „Blues Matters!” można przeczytać 4-stronicowy wywiad z polską wokalistką, zatytułowany: „Niebieskie światło za żelazną kurtyną. Budujący wywiad z Magdą Piskorczyk”. A w niemieckim "Waiblinger Kreiszeitung" dziennikarz, który był na jej koncercie, pisze:"Przed jej wyrazistym, przypominającym skalną lawinę głosem nie ma ucieczki. Głos ten wznosi się od lirycznego tonu aż po przenikliwy krzyk, zdaje się być zdolnym do wszelkiej wokalnej ekspresji, jakiej wymagają blues, gospel, funk czy reggae; dźwięczy w uszach jeszcze wiele godzin po koncercie”. Bo Piskorczyk koncertuje nie tylko w Polsce. Zna ją publiczność w Szwecji, we Francji, w Czechach, w Niemczech, na Węgrzech. Trzy lata temu jej występ w Metropolitan Cathedral transmitowany był przez BBC.
Zaczynała w hardrockowym zespole. - Po jakimś czasie doszliśmy do wniosku, że głupio wychodzi, że ja mam niższy głos od wokalisty, który wówczas wspólnie ze mną śpiewał – mówi. - Nie chodziłam do żadnej szkoły muzycznej i też nie brałam udziału w żadnych warsztatach wokalnych. Głos ćwiczyłam i ciągle ćwiczę poprzez słuchanie, próbowanie - próbowanie różnych dźwięków. Po prostu bawię się głosem, jak każdym innym instrumentem.
Dwukrotnie była w czołówce międzynarodowego konkursu International Blues Challenge w Memphis. I jak ją poinformowano, pierwszym wykonawcą z Europy, który tego dokonał. "Jest inna, ale bardzo utalentowana. Ma dobrą karmę z publicznością. (...) W stylu Nory Jones - namiętna!" – mówiła Kelly Dobbins, członkini jury.
Piskorczyk ma na koncie pięć albumów. Jesienią 2011 roku wydała aż dwie nowe płyty: studyjną "Mahaliaę", upamiętniającą 100. rocznicę urodzin królowej muzyki gospel - Mahalii Jackson oraz "Afro Groove" z zapisem koncertu granego z wirtuozem harmonijki z Memphis, Billym Gibsonem. Jak doszło spotkania tych muzyków? "W 2005 roku poleciałam do Memphis na International Blues Challenge [największy międzynarodowy konkurs bluesa]. Pamiętam, że po finałach bandów, Michał Kielak, którego wtedy zabrałam ze sobą na drugą część półkuli, poleciał na drugi dzień do domu, a ja zostałam tam jeszcze, żeby trochę pochodzić po klubach w Memphis, nie tylko tych na Beale Street. To właśnie tam poznałam Billy’ego, w Rum Boogie Café. W trakcie koncertu The Billy Gibson Band, Billy ni stąd ni zowąd zaprosił mnie na scenę. Cała wyprawa do jednej z kolebek bluesa była absolutnie magicznym wydarzeniem, ale to, że ktoś po drugiej stronie globu, w jakimś klubie zaprasza mnie do wspólnego grania było nieco dziwne (śmiech) i oczywiście piękne. Zaśpiewałam jeden utwór i już miałam schodzić ze sceny, kiedy Billy mówi: „nie, nie, śpiewaj jeszcze”. Można powiedzieć >American dream<". Ich wspólna płyta „Afro Groove” to połączenie soulu, bluesa, jazzu, funku z rytmami etnicznymi, zwłaszcza zachodnioafrykańskimi. Co ciekawe, została nominowana w kategorii: koncertowy album roku przez jeden z niemieckich portali.
Piskorczyk odbyła z Gibsonem długą trasę koncertową promującą płytę – w miesiąc dali 22 koncerty. W tym czasie zwróciła się do polskiej wokalistki japońska wytwórnia płytowa z propozycją wydania „Afro Groove” na swoim rynku. 21 października płyta miała swoja premierę w Japonii.
Polska bluesmanka lubi grać z muzykami z różnych części świata. Album "Blues Travelling" nagrała z udziałem Michała Urbaniaka, "Live at Satyrblues" to zapis jej koncertu ze szwedzkim gitarzystą i wokalistą Slidin' Slimem.
Tworzy muzykę, która wymyka się prostym klasyfikacjom i przekracza bariery gatunków. Muzyka ta "jest oryginalna, ale nie udziwniona, wierna korzeniom, a jednocześnie współczesna, bardzo oszczędna w formie i pełna emocji" - mówi dziennikarz Jan Chojnacki.
Wydana niedawno „Mahalia” to piąty album w dorobku artystki. Interpretacje 15 utworów znanych z repertuaru królowej muzyki gospel, która miała ogromny wpływ na Arethę Franklin czy Vana Morrisona. Nie ma rozczarowań, głos Piskorczyk przenosi nas do Nowego Orleanu. Jest i jazz, i bluesowe frazowanie, i beztroskie swingowanie, a gdy trzeba – czuć rockowy pazur.
Jakich polskich wokalistów słucha z przyjemnością? - Przyznam szczerze, że ostatnimi czasy nie słucham polskich wykonawców. Jakoś przez ostatnie dwa, trzy lata jak tylko słucham czegoś nowego, co się w polskiej muzyce dzieje, za dużo znajduję podobieństw, wręcz momentami plagiatów muzyki z zachodu. Dlatego na ten czas odpoczywam od polskiej muzyki. Bo gdyby jeszcze muzycy otwarcie mówili o tym, że "ściągają" czy inspirują się muzyką danych wykonawców, byłoby to uczciwe, a tak... Cóż. Dzieje się tak, jak się dzieje. Ale jeśli zapytałaby pani, jakie głosy w polskiej muzyce mi się podobają, to odpowiem, że ostatnio z wielką przyjemnością słucham moich warsztatowiczów, lubię też panie z Sistars, Karolę Cygonek, Asię Pilarską, Kubę Badacha.
Jakie jest pozamuzyczne hobby Magdy Piskorczyk? - Książka, dobre (to znaczy: interesujące mnie) kino, łączenie fotografii z muzyką, czyli diaporama i slideshow, gdzie dźwięki pięknie współgrają z obrazem – mówi.
Jedną z płyt, wydanych przez nią jesienią, zamyka ballada, od której trudno się uwolnić. Erotyk „Rzeźb mnie”, autorstwa znakomitego tekściarza Bogdana Loebla (autora tekstów piosenek Dżemu czy Tadeusza Nalepy), w wykonaniu Piskorczyk jest przejmujący. „Wyszłam z mocy mgły w twoje czułe sny
W głodne dłonie twe wniosłam ciało swe
Wyszłam z mocy mgły w czułość twoich rąk
Ty tęsknotą swą jąłeś rzeźbić mnie jak woda toczy ląd
Dałeś stromość gór piersiom mym
Starłeś lęków łzy, nóg promienie dałeś mi
Nie zabieraj, nie zabieraj mi twych rąk
Nie odbieraj, nie odbieraj mi twych rąk
Rzeźb mnie jeszcze, rzeźb dłutem swoich snów...”
Dziś polskie stacje radiowe nie są przyzwyczajone do grania takich arcydzieł. Pewnie więc nie usłyszymy na ich antenach „Rzeźb mnie”, ale nieprzerwanie promowane będą takty bez muzyki i teksty bez treści. Jak dobrze, że płytę można sobie włączyć samemu.
To będzie, dla odmiany (sic!), o ciemnej stronie związków. O tym, że ludzie w niektórych związkach mutują. Przestają być sobą, a stają się wypadkową tego, jakimi chcieliby ich widzieć partnerzy i tego, jakimi oni sami nie chcieliby być.