piątek, 17 lutego 2012

Bo to zła kobieta jest, czyli rzecz o polskiej piłce

Oszukuje i zwodzi. Obiecuje czarowne wieczory, które często sama zamienia we wstyd i hańbę. Bo to zła kobieta jest – powie ktoś. Nie! To nie kobieta. To polska piłka. Dziś startuje ekstraklasa.

rys. Andrzej Mleczko

Naczelny spojrzał na mnie i zapytał:
- A ty grasz jeszcze w piłkę?
- Gram.
- Na ligę chodzisz?
- Chodzę.
- Właśnie startuje druga kolejka ekstraklasy. Napiszesz, za co kochamy polską piłkę.


Kochamy? To nie jest odpowiednie słowo. Ten nasz związek to jakaś perwersyjna historia sado–maso. To opowieść w Wokulskim i Izabelli Łęckiej podniesiona do kwadratu. To bunuelowski „Mroczny przedmiot pożądania” rozegrany w przaśnej scenografii wierzb i słomy. A jednak nie potrafimy go przerwać. Brniemy dalej, choć ludzie ostrzegają.

„Ach ci ludzie, to brudne świnie
Co napletli o mojej dziewczynie
Jakieś bzdury o jej nałogach
To po prostu litość i trwoga”


Najczęściej pytają: czy po tym, jak wsadzili „Fryzjera”, a z nim ponad dwie setki ludzi, to w ogóle ma sens? Nie męczy cię świadomość, że te wyniki, które często tak przeżywasz, ustalane są na stacjach benzynowych albo w brudnych kanciapach? Nie wkurzają cię zawodnicy, którzy przewracają się na piłce i zaplątują we własne nogi? Dobrze jeszcze jak są z Polski, bo coraz więcej drużyn staje jakimś dziwnym, międzynarodowym tyglem. Jak w składzie zobaczysz polskie nazwisko, to raczej jako listek figowy. No i wreszcie PZPN. Już nawet dzieci w piaskownicy śpiewają o tym, co należy zrobić z tą organizacją, a te co bystrzejsze powiedzą nawet gdzie. Ja to jednak widzę tak:

„Tak to bywa, gdy ktoś zazdrości
Kiedy brak mu własnej miłości
Plotki płodzi, mnie nie zaszkodzi żadne obce zło
Na mój sposób widzieć ją”


W polskiej piłce cuda z wynikami działy się od dawna. Koniec końców film Janusz Zaorskiego „Piłkarski poker” dział się za czasów komuny. Nawet w „Do przerwy 0:1”, historyjce o dzieciakach, nie zawsze grano fair. Tyle tylko, że „Fryzjer” już siedzi. Parę innych osób dostało wyroki. To dość poważna przestroga dla kombinatorów. Nie mówiąc już o tym, że w słynnym wywiadzie z młodym Dziurowiczem, na pytanie: "Czy zatem wszyscy są umoczeni?", padła znamienna odpowiedź: "Wisła Kraków nie. Ona nie musi". Wtedy krakowski klub miał niesamowicie silny skład i lał kogo chciał. Był też już wtedy poważnym przedsięwzięciem biznesowym, któremu takie afery poważnie nadszarpnęłyby wizerunek. Teraz parę innych klubów wzmocniło swoje składy, coraz mniej w nich działaczy hucpiarzy, a coraz więcej biznesmenów, którzy woleliby nie mieć w CV żadnych afer.



Można znaleźć w polskiej lidze sporo piłkarzy, do których bardziej pasowałoby określenie kopacz. Nie zapominajmy jednak, że były takie lata, i to nie tak dawno, w których na palcach jednej ręki można było wyliczyć polskich zawodników odgrywających ważną rolę w dobrych zachodnich klubach. Teraz jest ich całkiem sporo - z Wojtkiem Szczęsnym i super triem z Dortmundu na czele. A chociażby wczoraj świetny występ zanotował Artur Sobiech, nieźle zagrał Wasilewski. Oczywiście mogłoby i powinno być ich więcej. Może za parę lat? Na początku dekady lat dziewięćdziesiątych, jeździłem trochę po Turcji. Zachwycałem się wtedy ich „Orlikami”, które stały niemal w każdej wiosce. Wkrótce turecka drużyna, lana dotąd przez niemal wszystkich w Europie, wywalczyła trzecie miejsce na mistrzostwach świata. Może my też niedługo przeżyjemy takie chwile? Tym bardziej, że jest się z kim porównywać. Jesteśmy krajem coraz bogatszym i coraz więcej zespołów stać na sprowadzanie graczy zza granicy. Polski piłkarz, aby się przebić do pierwszego składu, nie może już być tylko „kopaczem”. Musi się naprawdę wykazać, a to niewątpliwie wpływa na poziom meczów.

„Krzywdę robią mojej panience

Opluć chcą ją podli zboczeńcy
Utopić chcą ją w morzu zawiści
Paranoicy, podli sadyści”


Mam oczywiście świadomość, że powyższe zdania tchną nieco idealizmem. Wiem, że ciągle leży system szkolenia, szwankuje system rekrutacji, że obok normalnych kibiców, są jeszcze kibole, którzy tak naprawdę przy okazji piłki nożnej kręcą różne lewe interesy i często są po prostu elementem kryminalnym. Mam wreszcie bolesną świadomość istnienia PZPN – organizacji, która z piłką nożną nie ma czasem nic wspólnego, ale z drugiej strony...

„Tylko czemu ręce ma białe
Chciałem zapytać, zapomniałem
Ciało kłoniąc skinęła dłonią wsparła skroń o skroń
I znów zapadłem w nią jak w toń”


Są takie mecze, które pamięta się latami. Są bramki, które się wspomina. Są wspaniałe występy w europejskich pucharach wielkich – Wisły i Lecha, i całkiem niepozornego Groclinu. Są wreszcie takie mecze jak wczorajsze, kiedy Legii niewiele brakowało, by dowieźć do końca zwycięstwo z samym Sportingiem Lizbona, i kiedy Wisła (grając w osłabieniu, ale momentami doskonale) ratuje remis w meczu z Belgami. Obie drużyny, jeśli zagrają w rewanżu tak dobrze jak wczoraj, mają wielkie szanse na awans. Zresztą czasem nie trzeba awansu, by zapamiętać jakiś mecz. Wystarczy, że będę mógł opowiadać młodzieży o tym, że byłem na meczu, w którym polska drużyna pokonała wielką Barcelonę, w jej najlepszych latach. Dla takich chwil chodzi się na mecze.

„Na głowie kwietny ma wianek
W ręku zielony badylek
A przed nią bieży baranek
A nad nią lata motylek”



W tekście wykorzystałem fragmenty piosenki „Baranek” autorstwa Stanisława Staszewskiego.
Piotr Czyż


Współpracujemy z
Towarzysto Kulturalne Fuga Virtual Shtetl Śląsk Cieszyński ma sens Facciano  Jogging
Kulturatka Instytut obywatelski Radio Roxy Kultura - Telewizja Polska SA
Created by Agencja Reklamowa Yoho