Tutaj spotykają się nie tylko ci, którzy kochają kino, ale również ci, którzy wierzą, że prowincja ma sens. Festiwal „Prowincjonalia” we Wrześni (trwający od dziś do soboty) jak zwykle jest mądrą imprezą nie tylko opisującą prowincje Polski i świata

Jacek Bławut, Krzysztof Wakuliński, Adam Sikora
Czy prowincja inspiruje i kreuje, czy raczej niszczy i hamuje? A może centrum przyprawia gębę peryferiom?
Kiedy pisze się lub mówi o prowincji bardzo łatwo popaść w banał: wszak poświęcanie po raz kolejny czasu eksploatowanemu jak kopalnia odkrywkowa węgla w Bogdance mitowi peryferii jako przestrzeni, z której bliżej do Boga i ludzi, zalatuje dziś wręcz kiczem. Że niby w mieście łatwiej złamać sobie kościec moralny i utracić etyczną busolę, a z drugiej strony – że prowincja upupia, niszczy oryginalność i hamuje rozwój? Blee…
A jednak ten festiwal filmowy dzieje się na prowincji wręcz stuprocentowej – mała wielkopolska miejscowość Września. I jest wielkim sukcesem. Nie przypadkiem symbolem festiwalu jest „Jańcio Wodnik”, magiczna postać filozofa i uzdrowiciela – główna, rzeźbiona w drewnie nagroda, która ceniona jest przez twórców, a oznacza równocześnie, że film Jana Jakuba Kolskiego pod tym samym tytułem (apoteoza mądrej prowincji), jest czymś więcej dla twórców festiwalu niż tylko filmem nagrodzonym w pierwszej festiwalowej edycji. Jego magię czuć na każdym pokazie nabitej po brzegi sali kina „Trójka”.
W atmosferze spotkań. W niezliczonych, kuluarowych rozmowach. W niezwykłej reakcji fantastycznej widowni.
Tak, w tym miejscu, co roku w lutym, ludzie lubią bywać – żeby wspólnie coś przeżyć.
Prowincjonalia 2012
W tym roku to Prowincjonalia mamy już po raz 19 – za rok zatem piękny jubileusz. Ale już dziś można chwalić.
Sama idea festiwalu jest jasna – to konkurs najlepszych polskich filmów fabularnych i dokumentalnych o tematyce wiejskiej i małomiasteczkowej oraz kina oryginalnego i artystycznego, w którym dominuje świat prostych, uniwersalnych wartości i subtelność narracji. Ważną cechą Prowincjonaliów jest też ich otwarcie na kino niskobudżetowe. To właśnie od Wrześni rozpoczęła się festiwalowa przygoda takich filmów jak: „Anioł w Krakowie” Artura Więcka „Barona” i „Zmruż oczy” Andrzeja Jakimowskiego. Od pewnego czasu program Festiwalu jest także poszerzony o dwa cykle filmowe: „Prowincje świata”, w którym prezentowane są dzieła z różnych obszarów kulturowych m.in. z Kenii, Hiszpanii, Argentyny, Meksyku, Chin, Gruzji, Niemiec, Węgier i Turcji oraz cykl „Porozmawiajmy o przyszłości”, filmy z nurtu kina niezależnego, etiudy studentów „filmówek” z Łodzi i Katowic oraz Mistrzowskiej Szkoły Wajdy.
A co będzie w tym roku?
W programie jest się ponad 50 filmów fabularnych, dokumentalnych i animowanych m.in. , „Wymyk” Grega Zglińskiego, „Księstwo” Andrzeja Barańskiego”, „Sponsoring” Małgorzaty Szumowskiej, „Heniek” Elizy Kowalewskiej i Grzegorza Madeja „Ki” Leszka Dawida, „Lęk wysokości” Bartka Konopki, „W ciemności” Agnieszki Holland, „Lekarze” Tomasza Wolskiego, „Nie zabijaj chyba, że musisz” Małgorzaty Imielskiej czy „Opowieści z chłodni” Grzegorza Jaroszuka. I oczywiście mnóstwo niezwykłych filmów dokumentalnych w cyklu opowiadającym o prowincjach świata… W ramach tego cyklu odbędzie się debata dotycząca migracji we współczesnym świecie, a wezmą w niej udział także przedstawiciele Polskiej Akcji Humanitarnej i Amnesty International. Uzupełnieniem cyklu będzie wystawa fotografii „Ziemia obiecana” autorstwa Jana Grabka, o imigrantach z Czeczeni. Z uczestnikami Festiwalu spotka się także prozaik i autor scenariuszy filmowych - Zbigniew Masternak, autor m.in. autobiograficznego cyklu „Księstwo”.
Po większości pokazów odbędą się spotkania z twórcami. Filmy konkursowe oceni publiczność w tajnym głosowaniu i przyzna osiem nagród. Swoje wyróżnienia wręczą również dziennikarze i organizatorzy.
Dobrą tradycją Festiwalu jest również przyznawanie nagród honorowych za całokształt twórczości. Dotychczas otrzymali je m.in. 1994 – Jan Jakub Kolski i Franciszek Pieczka, 1996 – Andrzej Kondratiuk, 2000 – Stanisław Różewicz, 2001- Krystyna Feldman. W tym roku będzie to Anna Milewska – a widzowie zobaczą retrospektywę twórczości tej znakomitej artystki połączoną z wystawą fotosów filmowych, prezentacją jej książki oraz jej spotkaniem z publicznością .
A na koniec ma być oczywiście kultowe południe strzeleckie, z piwem, kiełbaskami i strzelaniem do rzutków na Pikniku Leśnym w Podstolicach (Strzelnica Myśliwska).
Autor, autor!
Prowincja to dla jednych zmitologizowany świat lat dziecięcych. Dla drugich – człowiecza nisza, w której może się odnaleźć człek wychodzący z centrum. Dla trzecich wreszcie to prawdziwa kultura - czyli recepcja i konsumpcja dzieł sztuki. Gdyby nie ta prowincja, kultura padłaby.
Dziś jednak pojęcie prowincji się rozmydla. Powie ktoś – dzięki internetowi! Tak i nie. Internet daje wyjście na świat, niekoniecznie zmienia samą prowincję. Tę prowincję zmieniają dopiero ludzie, którzy nią świadomie żyją – choć nie musi to oznaczać mieszkania na niej.
Jeden z takich ludzi jest poznaniak Rafał Górecki, animator, organizator, filozof, no i … kasjer Prowincjonaliów. Niezwykła, charyzmatyczna postać, niezwykle ciepły człowiek.
Absolwent kulturoznawstwa na UAM w Poznaniu, a potem produkcji filmowej i telewizyjnej po łódzkiej filmówce. Dziś prowadzi własną firmę organizacji imprez artystycznych i w ten sposób prowadzi i Festiwal. Opowiada, że zakochał się w kinie, gdy skończył piętnaście lat i tak to mu zostało. Żartuje, że nie musi mieć wakacji, bo udało mu się wypracować model łączenia pracy z wypoczynkiem.
Górecki mówi dziś o dwóch nurtach, które go ciekawią we współczesnym społeczeństwie, a co za tym idzie – we współczesnej kulturze: to ekologia duszy oraz bieda.
Ten pierwszy temat jest pochodną tego, co tak naprawdę mamy w środku, o ile oczywiście do czegoś nie zostaliśmy zmuszeni. To naturalne, że jeżeli ktoś ma w sobie pokłady dobra, piękna i wrażliwości, to zrozumie to… -
Jeśli ktoś ma świadomość ulotności swojego życia oraz konieczność pozostawienia tego świata swoim najbliższym w stanie przynajmniej niepogorszonym – mówi Rafał –
to nie będzie czynił wokół siebie spustoszenia... To prawda, że jest to dążenie do pewnego absolutu, ale czy jako populacja ludzka mamy inną alternatywę? W innym przypadku czeka nas los dinozaurów – wyginiemy.
Drugi temat, w jakimś stopniu, łączy się z pierwszym, ale jest znaczenie mniej medialnym, ponieważ dotyczy szeroko rozumianej biedy, a bieda jest mało atrakcyjna.
Górecki zauważa, że jeszcze kilka lat temu zawsze spotykał przy śmietniku obdartych i śmierdzących na odległość meneli, którzy szperali w kubłach w poszukiwaniu butelek czy kawałka metalu, aby je potem sprzedać i kupić denaturat. Dzisiaj też widzi szperaczy śmieci, ale nie spotyka już tamtych ludzi, bo zmienił się status biedaka. Dzisiaj spotyka czysto i bardzo skromnie ubranych ludzi. Kobiety i mężczyzn, w różnym wieku, trzeźwych, o smutnym i niepokojącym spojrzeniu. Kiedyś wieczorem podjechał samochód - teraz można go kupić nawet za trzysta, czterysta złotych. Młoda kobieta została w środku nie wyłączając silnika. Na tylnym siedzeniu, było widać fotelik dla dziecka. Mężczyzna wysiadł, przeszukał kubły, zabrał kawałek deski od starej kanapy, jakieś sklejki i... pojechali dalej do drugiego śmietnika.
To oznacza, że dzisiejsza bieda nie dotyczy li tylko rodzin patologicznych.

W kinie szuka odpowiedzi na takie pytania. Ale jest jeszcze coś, co dla niego jest w kinie ważne: podróż w nieznane i ogromna radość na spotkanie z innymi bohaterami tej podróży. -
Staram się oglądać tylko te dobre filmy, choć nie zawsze mi się to udaje. Dobry film, to film nieprzewidywalny, który mnie zaskakuje nowatorskim sposobem narracji i patrzenia na problem. Niezwykle ważne jest też przesłanie filmu, jego idea... Film może być niedoskonałym warsztatowo przedsięwzięciem, ale przesłanie i emocje muszą być jak najbardziej szczere. To jest punkt wyjścia i mojego zaufania do twórcy. Nie lubię filmów, które są nieprawdziwe, które próbują manipulować widzem, wypaczają świat i niszczą ludzką wrażliwość. Gloryfikują zło i przemoc, wykorzystując do tego celu najbardziej bezbronnych – dzieci, kobiety, starców... Z tym nie mogę się pogodzić w kinie, a w życiu tym bardziej.
W jednym z wywiadów, zapytany za co kocha małe kina, ciepło odpowiada:
„… za to, że to właśnie w nich spędziłem najbardziej przecudne chwile chłopięcego zauroczenia światem, którego nie ogarniałem; za dreszcz emocji, kiedy wspinałem się na palce, aby bileterka uznała mnie za dorosłego i wpuściła na film od 18 lat; za ciszę i skrzypiący stary fotel, które powodowały że nieruchomiałem na dwie godziny; za łzy, których nie było widać i nikt nie zapytał dlaczego płaczę; za... W małych kinach jest czar, swego rodzaju nabożność i celebra, które powodują że czujemy się w nich jak w świątyni. W świątyni sztuki”.
Bo Rafał Górecki to nie tylko menadżer, bardzo sprawny i mądry – to człek cholernie wrażliwy. Zresztą bez tej jego wrażliwości Festiwal we Wrześni by tak nie wyglądał, nie miał takiej atmosfery i nie chciałoby się tu przyjeżdżać ludziom z całej Polski niezależnie od wieku, płci i zawodu.
Pełny program tegorocznych Prowincjonaliów znajdziesz na:
www.prowincjonalia.com.pl